Nic nie może przecież wiecznie trwać, co zesłał los trzeba będzie stracić…

Nic nie może przecież wiecznie trwać, co zesłał los trzeba będzie stracić… Od jakiegoś czasu ciągle chodziła mi ta piosenka po głowie. Sama nie wiem dlaczego. Teraz mnie to przeraża… Długo długo mnie nie było. Tyle się działo, że nie miałam czasu ani ochoty pisać. Byłam taka szczęśliwa, że nie chciałam się chwalić tym jak wszystko świetnie się układa. Jak już pisałam w luty oświadczył mi się Niebieskooki. Był to najpiękniejszy dzień w moim życiu, a przynajmniej tak sądziłam. Do tego dostałam pracę. Byłam z siebie taka dumna. Później mogło być już tylko lepiej. Dogadaliśmy się z bratem Niebieskookiego, że pomożemy w remoncie, urządzimy kuchnie i będziemy mogli wynająć od nich mieszkanie. Kupiliśmy meble, takie wymarzone jakie chcieliśmy. W sklepie jak zamawialiśmy do Niebieskooki nazywał mnie żoną, jak żona chce itp. Remont chwilowo stanął w miejscu. Ale znaleźliśmy kuchenkę, piekarnik, talerze, garnki. Wszystko miałam już wybrane. Miałam mieć swoją wymarzoną kuchnie. Wszystkim pokazywałam z dumą pierścionek na moim palcu, mówiłam jakiego mam cudownego narzeczonego i że już niedługo wreszcie będe widywać się z nim częściej, bo razem zamieszkamy. Na wakacje planowaliśmy parapetówke. Nasi znajomi również dostali mieszkanie na tym osiedlu i zimą mieli się wprowadzić. Razem snuliśmy plany jak to będzie fajnie mieszkać koło siebie, że będziemy się częściej widywać i spędzać więcej czasu razem. Wszystko szło jak po maśle. Myślałam sobie wreszcie nie jest pod górkę, wreszcie wszystko się układa i jestem taka szczęśliwa, że boję się czasem, że to wszystko sen i ktoś nagle mnie z niego wybudzi. Boże w jak złą godzinę wypowiedziałam te słowa. Nie myślałam, że tak szybko zostane obudzona…Nadszedł dzień mojej obrony. Obroniłam się bez żadnego problemu. W weekend miałam świętować 4 i pół roku spędzone z Niebieskookim. Wszystko było już kupione i zaplanowane. Ponieważ ponownie przełożył spotkanie troche się zdenerwowałam ale przełożyłam wszystko na sobotę. Był jakiś dziwny w tym ostatnim tygodniu. Nie chciał za mną rozmawiać, gdy pytałam co się dzieje mówił, że wszystko jest w porządku i coś mi się wydaje. Miałam sen… Śniło mi się, że Niebieskooki wykrzyczał mi prosto w twarz, że ma mnie dość, że ma dość takiego życia, że dłużej nie może i woli życie z kolegami… Opowiedziałam mu ten sen, to powiedział, że śnią mi się jakieś głupoty i mam się nie przejmować…Nadeszła upragniona sobota, nie mogłam się doczekać kiedy Niebieskooki przyjedzie do mnie i będe mogła mu się rzucić w ramiona. Wstałam z samego rana żeby zdążyć ze wszystkim. 26 czerwca będzie moim najgorszym dniem w życiu. O 7.30 dowiedziałam się, że Niebieskooki już tak dłużej nie może, że pewnie zauważyłam, że się dziwnie ostatnio zachowuje, że on się wypalił i już nie czuje do mnie tego co kiedyś i nie może się dłużej zmuszać, dlatego postanowił, że musimy się rozstać. Podjął tę decyzję sam bez konsultacji ze mną.

Nie jestem już narzeczoną, nie jestem już najszczęśliwszą osobą na świecie, jestem… nie wiem kim jestem…jestem porzuconą kobietą…Dlaczego to tak cholernie boli?!?

1 komentarz

  1. Angel powiedział

    Lipiec 9, 2010 @ 4:28 pm

    Straszne :( Nie wiem co się dzieje, co chwilę gdzieś słyszę o zerwaniach, tuż przed ślubem, czy w ogóle… :(


Dodaj komentarz

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Zmień )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Zmień )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.