Od piątku tak właściwie, bo praktycznie nie jestem już studentką. Właściwie, bo teoretycznie nadal nią jestem aż do obrony. Tyle tylko, że w piątek byłam na ostatnich zajęciach. Teraz zostało już tylko napisać do końca pracę i się obronić. A potem….No właśnie…Potem…
Wróciłam z zajęć razem z Niebieskookim. Zmęczona byłam jak nie wiem co. Okazało się, że nie ma obiadu. Więc mało myśląc zamówiliśmy jedzenie. Wreszcie mieliśmy popołudnie tylko dla siebie. Poszliśmy się wykąpać. W końcu zanim przywiozą jedzonko zdążymy wziąć kąpiel-pomyślałam sobie. Nalałam wodę do wanny. Po chwili już siedziałam w wannie wtulona w Niebieskookiego. Chwila relaksu to było to o czym marzyłam. Tak to była chwila….Dzwonek do drzwi wyrwał mnie z tej magicznej chwili. Na jedzenie jeszcze za wcześnie więc któż to. Wyszłam z wanny, owinęłam się ręcznikiem i poszłam sprawdzić. Okazało się, ze to jakiś ankieter. Ale w samym ręczniku i w dodatku jeszcze mokra nie mogłam mu otworzyć. Wróciłam zła do łazienki aby się ubrać. Gdy znów znalazłam się pod drzwiami już go nie było. O kąpieli już nie było mowy. Zaraz mieli przywieźć jedzenie. Kolejny dzwonek do drzwi. Ty razem to jedzenie. Najedzeni leżymy na łóżku. Zaczęłam się przymilać do Niebieskookiego. W końcu cały dzień na to czekaliśmy… I… Kolejny dzwonek. Wróciła moja siostra.
Jak pech to pech. Ale zaległości nadrobiliśmy w weekend;-)